..
Jesienno-zimowe wypady

7 | 112012
 
 
2011-03-15
Odsłon: 816
 

12 dni w Tatrach (turystycznie)

      Zaczęło się od deszczu. Wychodzę z Kuźnic przez  Boczań do Murowańca. Deszcz zamienia się w deszcz ze śniegiem, a deszcz ze śniegiem w okolicach schroniska w śnieg. Przegryzam coś w schronisku i ruszam przez Zawrat do „Piątki”. Na szlaku pustki. Powyżej Zmarzłego Stawu robi się całkiem zimowo. Żywej duszy. Im bliżej przełęczy tym trudniej.  Śnieg zmarznięty na beton, tylko z wierzchu trochę świeżego puchu. Nie wziąłem raków i zastanawiam się co będzie. Pod przełęczą mały próg skalny tak oblodzony, że nie daję rady. Poślizg bez kontroli byłby bolesny. Zawracam. Niestety z plecakiem trochę trudno schodzić po tym betonie. Puszczam więc plecak przed sobą a sam robię du…zjazd. Po chwili okazuje się, że to nie najlepszy pomysł, bo nie mogę się jakoś zatrzymać, a plecak już odbija się o kamienie. Jakoś się udało, bo gdyby nie… 

       Schodzę do Zakopanego. Jadę do Palenicy. Nocleg w opustoszałej Starej Roztoce będzie przyjemny. Ranek , jak marzenie. Bezchmurne niebo, piękne widoki. Ruszam na Polski Grzebień. Po drodze nie wiele osób. Nad Litworowym Stawem gotuję wodę, coś jem i wygrzewam się wśród ciszy i majestatycznych szczytów. Wejście na przełęcz znowu po betonie, ale za to w pięknym słońcu. Z przełęczy widać chyba wszystko. Jest cudownie. Ruszam do Śląskiego Domu. Tam, jak za komuny. Jest brudno, a obsługa gubi się we wszystkim (kilka lat później okazało się, że jest jeszcze gorzej).

      Kolejny dzień pochmurny. Ruszam do Popradskiego Stawu. Po drodze spotykam jedną osobę. Mgła i widoczność na kilka metrów.  Szkoda pięknych widoków. Koło Osterwy robi się nieco lepiej. Odsłaniają się szczyty. Ruszam w dół, ciekaw co zastanę w Hotelu Nad Popradskim Stawem. Tu okazuje się całkiem fajnie. Oczywiście bardzo mało ludzi. Cisza i spokój.

    Kolejny dzień to lekki spacerek do Szczyrbskiego Stawu. Tam zakupy, relaks. Wracam po zmroku.

       Kolejny dzień to wędrówka przez Koprową Przełęcz do miejscowości Podbańskie. Po drodze oczywiście piękne widoki. Z przełęczy koniecznie odwiedzić trzeba było Koprowy Szczyt. Imponujące szczyty Mięguszowieckie i Cubryna połączona z Koprowym granią ostrą niczym brzytwa. Wspaniałe dzieła Boże lub jak niektórzy twierdzą dzieła natury. Turystów mało, nie tak jak w zatłoczonych Polskich Tatrach. Schodzę w dół w Dolinę Chlińską. Po drodze piękne głazy obrośnięte korzeniami drzew. I dalej w Koprową Dolinę. Wędrówkę  wieńczy widok wspaniałego  wodospadu – Niżnej Niewcyrskiej Siklawy. Podbańskie. Podpytuję o noclegi, ale coś to opornie idzie. Ostatecznie postanawiam zaszaleć – Hotel Krywań.

     Poranek wita mnie piękną pogodą. Następny cel to Przełęcz Pyszniańska i Bystra. Idę sobie lasem. Sporo ostrzeżeń o niedźwiedziach. Kiedy samemu się tak wędruje to jest momentami trochę nieswojo. Docieram do przełęczy, niedźwiedź żaden mnie nie pogonił. Widoki, że chce się żyć. Kierunek Bystra. W dole trochę się kotłuje, chyba wkrótce nic nie będzie widać. Ale docieram do szczytu i jest nadal pięknie. Schodzę na Liliowy Karb. Takie czasy, że wędrować swobodnie jeszcze nie można. A chciałbym na Polanę Chochołowską. Porozglądałem się trochę i chyc na polską stronę.  Starorobociańska Dolina cała w chmurach. Docieram do schroniska. Mam do niego wyjątkowy sentyment.

     Kolejny ranek i znowu słoneczny. Tym razem ruszam przez Trzydniowiański na Jarząbczy Wierch.

I znowu mam plan przejść na drugą stronę. Długo się nie namyślam. Spojrzałem w lewo i w prawo i ruszam na Raczkową Czubę i przez Oszarpańce do Wąskiej Doliny. Po drodze przepiękne widoki dzięki bezchmurnemu niebu, widać bardzo dobrze Niżne Tatry. Na dole docieram do pensjonatu, gdzie jakiś czas czekam na meldunek. W pewnym momencie z budynku wyskakuje jak oparzona żona szefa (tak się domyślam) i krzyczy: żaba, żaba!!! No cóż postanowiłem stanąć w obronie niewiasty. Wszedłem do jadalni i złapałem potwora. Pani była mi bardzo wdzięczna, a ja dumny jak paw.

     Kolejny dzień postanowiłem się zrelaksować. Wybrałem się do Żarskiej Chaty. Miałem cały piękny dzień i króciutką trasę. Spacerkiem powędrowałem do tego ślicznego schroniska. W promieniach jesiennego słońca patrzyłem na piękny świat, aż chciało się podskakiwać z radości.

     Ósmy dzień postanowiłem spędzić wędrując przez Smutną Przełęcz do Smutnej Doliny (mnie smutno bynajmniej nie było) i dalej przez piękne Rohackie Stawy w kierunku Banikowskiej Przełęczy. Podobało mi się, że kolejny dzień wędrowałem bez tłumów charakterystycznych dla naszych dolin i szczytów. Spokój i cisza. Oczywiście od czasu do czasu kogoś mijałem, ale było to zaledwie parę osób. Trochę się chmurzyło ale widoków nie brakowało. Na Banówce spotkałem za to stadko kozic. Piękny widok.  I dalej przez Jałowiecką Przełęcz do schroniska – Żarskiej Chaty.

     Dziewiątego dnia pogoda nieciekawa, ale nie pada i to najważniejsze. Idę na Żarską Przełęcz, dalej do Jamnickiej Doliny i na kolejną Jamnicką Przełęcz. Cały czas mleko, nic nie widać. Docieram na Wołowiec. Przez tę mgłę jestem tak skołowany, że momentami nie jestem pewien gdzie jestem. Ostatecznie przez Rakoń schodzę do Rohackiej i dalej do Zuberskiej Doliny. W schronisku Zwerowka nie ma miejsc i nie można nic wskórać. Idę dalej, jest Hotel Primula  - drogi. Ale obsługa bardzo miła proponuje mi turystyczny pokój, cena jak w schronisku, jest super.

   To już dziesiąty dzień wędrówki. Idę w kierunku Osobitej i dalej piękny szlak w stronę Grzesia. Po drodze układa się ciekawy  widok . Nakładają się na siebie Przełecze: Bobrowiecka, Iwaniacka i Tomanowa. Słońce i absolutna cisza, nic innego mi nie potrzeba. Z Grzesia zbiegam na Polanę Chochołowską. Tłumy ludzi. Kupuję jakiś napój i chodu na Iwaniacką Przełecz. Tam sobie posiedzę i odpocznę. No i to był błąd, nie odpocząłem. Znowu tłum ludzi. Zbiegam na Halę Ornak a tam ze dwa autokary turystów. Melduję się i zamykam w pokoju. Czekam do późnego popołudnia, robi się cicho. Wychodzę na spacer po dolinie. Ach te tłumy, to nie Słowacja. Ale jest pięknie.

    Następny dzień będzie trochę na wariackich papierach. Do pogody mam wyjątkowe szczęście. Świeci pięknie słońce, jest ciepło. Wędruję na Ornak i na Błyszcz. No i dalej… Mam w planie przejście grani do Tomanowej Przełęczy. Czuję się znowu trochę niepewnie. Ale zakazany owoc… Piękna trasa, szkoda że nie dostępna. Docieram do przełęczy, znowu sporo ludzi i nieco niżej Straż Pogranicza (nie wiem, jak to się nazywało wtedy). No cóż wyparłem się grzechu, choć nie bez trudu i powędrowałem do schroniska. Udało się… To był jedenasty dzień i czułem się już trochę znużony, postanowiłem że nazajutrz pożegnam się z Tatrami i tak zrobiłem wędrując Doliną Kościeliską do Kir.  

 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd